O nas

logo
f
Redakcja laikart.pl
l
Kontakt:
laikartredakcja@gmail.com
o
Dawid Stefanik – red. naczelny
Kontakt: 783 102 053
Tomasz Kotek – z-ca red. naczelnego
Kontakt: 665 846 694

 

 

Stowarzyszenie – Odkryj Nowe Oblicze Kultury!

Kim jesteśmy?

Legnica Aktywnie i Kreatywnie oraz Sproject to grupa pasjonatów, która tworzy aktywnie i kreatywnie przestrzeń kulturalną w Legnicy. Nasza aktywność uwidacznia się wielopłaszczyznowo, począwszy od działalność dziennikarskiej przejawiającej się w pisaniu o wszelkich wydarzeniach, relacjonowaniu największych imprez, odrywaniu i prezentacji młodych talentów na naszym portalu laikart.pl i w social mediach, a wieńcząc działalność na tworzeniu różnorodnych projektów kulturalnych i sportowych, oraz akcji społecznych.

Dołącz do nas!

Niezależnie od wieku i doświadczenia. Oferujemy szanse realizacji siebie w szerokim spektrum naszej działalności: 

  • prowadzenie niezależnego serwisu kulturalnego i działalność dziennikarską (własne kreatywne tematy, akredytacje, promocja talentów, praca z artystami),
  • organizacja koncertów o szerokim spektrum gatunkowym,
  • organizacja imprez kulturalnych i sportowych,
  • inicjowanie i wspieranie akcji społecznych,
  • profesjonalne realizacje wideo imprez,
  • produkcje filmową,
  • tworzenie sztuki przestrzennej i druk 3D,
  • promocje w mediach,
  • organizacja warsztatów i tworzenie specjalnych grup tematycznych w ramach Stowarzyszenia.

Jesteś zainteresowana/y taką formą aktywności? Skontaktuj się z nami! laikartredakcja@gmail.com lub Facebook Legnica Aktywnie i Kreatywnie

 

Nasi przyjaciele:
Legnickie Centrum Kultury
_________________________________________________________________________________
Wywiad z założycielem stowarzyszenia:

 

Zaczynaliście pracę dwa lata temu 11 listopada 2013 roku. Jak wpadłeś na pomysł jako założyciel? Jak wyglądało to w Twojej głowie i jak miało to wyglądać?

Na początku w ogóle nie myślałem o stowarzyszeniu. Początek był taki, że po moim powrocie do Legnicy z Wrocławia gdzie mieszkałem na studiach, troszeczkę się zdziwiłem. Zostawiłem Legnicę inną. Wcześniej było dużo młodych, aktywnych osób i coś się działo. Wrocław to duże miasto, dużo się dzieje, miałem zestawienie po powrocie. Po powrocie przeżyłem szok, nic kompletnie się w tym mieście nie działo. Dodatkowo ludzie młodzi jak już coś się działo to nie chcieli chodzić, albo po prostu o tym nie wiedzieli. Też jak coś było to nikt o tym nikt nie napisał, albo znalazło się to na podrzędnej stronie. Pamiętam że moi znajomi organizowali jakiś mały koncert prywatny, a też o tym nikt nie pisał. Pomyślałem że trochę się jednak dzieje w tym mieście, tylko że tego nie widać. Pomyślałem że skoro ludzie narzekają, to czemu by nie napisać co ciekawego można robić w Legnicy? Gdzie wyjść? Co robić? Zaangażować ich w życie miasta. Myślę że też wielu ludzi miało problem z alienacją, teraz pędzimy w tym globalnym świecie i nie mamy na nic czasu. A może, gdyby Legniczanie gdzieś przeczytali o tym, to wzięliby udział w niektórych wydarzeniach, które w końcu to dla nich są stworzone. I od tego zaczęło się pisanie artykułów, które miały poinformować i zaciekawić. Po tygodniu dołączyła Karolina Jeżewska, i przewijały się różne osoby, które dłużej, lub krócej były. Bardzo się cieszyliśmy, gdy po miesiącu, czy dwóch pisania artykułów na Facebooku, zgłaszały się do nas organizacje, które dawały nam informację o jakiś koncertach i eventach, by o nich napisać na naszej stronie, która miała wtedy kilkaset lików. Niektórym spodobało się to, że o niektórych wydarzeniach można dowiedzieć się tylko u nas.

Czy zastanawiałeś się w jakiej formie podawać informacje? W jaki sposób ma to wszystko wyglądać?

Na pewno zależało nam na organizacji życia kulturalnego w mieście, od promocji różnych wydarzeń i zachęcenia do uczestniczenia w nich, przecież artyści jak coś robią to dla ludzi. Kultura rozwija nas, jesteśmy istotami społecznymi i przez takie rzeczy się rozwijamy. Tak jak Rzymianie: potrzeba nam chleba i igrzysk.

Przez dwa lata zrobiliście naprawdę dużo, wasza strona cały czas podaje duże ilości informacji. Organizujecie koncerty dodatkowo. Co uważasz za największe osiągnięcie laikartu? Co najbardziej was cieszy?

Obecnie, najbardziej nas cieszy, że na nasze koncerty przychodzi pełna publika. Ostatnio jak był koncert upamiętniający bardów „Wieczór z bardami” -trzecia edycja w Caffe Modjeskiej, gdzie byli młodzi artyści, żadnych wielkich gwiazd, jedynie nasza marka i znany już cykl wydarzeń Legniczanom. Baliśmy się o frekwencję, a jak widziałeś było bardzo dużo ludzi, w pewnym momencie nie dało się już wejść. To też ciekawy klimat gdy mogę podejść do ludzi i porozmawiać z nimi, albo oni do mnie, że są na drugiej, czy trzeciej imprezie, że się im podoba i wspierają inicjatywę, że pomagamy też dzieciakom, że to doceniają. Głęboko się wzruszyłem, gdy stanąłem na scenie i widząc tyle znajomych twarzy, poczułem się jak wśród przyjaciół, nie było żadnego stresu. To był sukces. Ale na pewno największym był ten pierwszy raz, pierwszego razu się nie zapomina.
Inicjatywa pierwszego koncertu zrodziła się w sierpniu, a odbył się pod koniec listopada. Mieliśmy młodych ludzi, zaangażowanych i chętnych do zrobienia czegoś oryginalnego. Zgłosiłem się więc do znajomego muzyka, bardzo doświadczonego, że chcemy zrobić koncert. Ten powiedział mi parę ważnych rzeczy na starcie, pokierował mnie do kilku ludzi i instytucji, które okazały się bardzo pomocne. Tym muzykiem był Stasiasty powiedział mi: Słuchaj Denis, ty się porywasz na coś co nie ma szans, na pewno ci się to nie uda, no ale dobra chcesz, to pomogę ci! Nie wiem do końca jak ty to widzisz. Myśleliśmy o jakimś małym koncercie który odbędzie się w rynku, czy w restauracji „Ratuszowej”. Dzięki niemu nabraliśmy rozmachu, chcieliśmy zrobić coś naprawdę oryginalnego i użytecznego. To był świetny moment by wypromować młodych artystów, a dodatkowo cały dochód przekazać na cele użyteczne. Wtedy pojawiło się TPD, z którymi pracujemy do dziś. Dostaliśmy za koncert statuetkę „Pomocna dłoń”, co było ogromnym wyróżnieniem, ale wrócimy potem do tego.. Gdy poszliśmy do LCKu, dyrektor Grzegorz Szczepaniak zgodził się z pomocą organizacji koncertu. Zaproponował nam wtedy klub Spiżarnia. Wtedy nawet nie myślałem że jest szansa dla młodej grupy na zorganizowanie koncertu w takim miejscu, ale zgodzili się. Wtedy pojawiła się idea „Wieczoru z bardami”, którego tematem przewodnim był Jacek Kaczmarski. Tak naprawdę było to upieczenie trzech pieczeni na jednym ogniu: promocja kultury Jacka, zbiórka pieniędzy na TPD, na której bardzo nam zależało i promowanie młodych artystów. Chcieliśmy też zwiększyć rangę wydarzenia, ściągnąć jakąś gwiazdę. Zadzwoniłem wtedy do zespołu Czerwony Tulipan, wyjaśniłem że jesteśmy młodą grupą, że jest taki i taki koncert poświęcony pamięci Jacka Kaczmarskiego, a cały dochód chcemy przekazać na TPD. Zgodzili się. Zgodzili się przyjechać za darmo. To było takim wielkim sukcesem. No i tak się potoczyło, choć niektórzy nie wierzyli, że to wyjdzie. Na koncert przyszło koło stu pięćdziesięciu osób. Imprezie miała świetną atmosferę, wszyscy się bawili, było luźno, można było wypić piwo. Pamiętam że bardzo się stresowałem, bo jako prowodyr musiałem prowadzić koncert. Czułem się wtedy jak małe, wystraszone dziecko (Śmiech). Oceniam teraz to jako fatalny występ, no ale to były pierwsze szlify. Zaprosiłem wtedy całą redakcję na scenę i miałem okazję im podziękować. Cała prasa bardzo przyjemnie o nas napisała. I to było to coś, z wielkim hukiem, co zmotywowało nas do dalszej pracy.
Pamiętam że TPD zaprosiło nas na początku grudnia na galę, gdzie rozdawano dyplomy i statuetki. Myślałem że nie mamy wtedy szans wśród wielkich firm i organizacji, ale wtedy dostaliśmy statuetkę jako Legnica Aktywnie i Kreatywnie, za nasz wkład i pracę. Za osiągnięcie czegoś, w co wiele osób nie wierzyło, że może się udać. Jednak poradziliśmy sobie z organizacją, artystami, dokumentami, kampanią medialną. Chyba nawet moja mama widząc to wszystko, do końca nie wierzyła, ale gdy zobaczyła mnie na scenie to wiem że się głęboko wzruszyła.
Wtedy też wystartowałem w wyborach samorządowych, podkreślam że zrezygnowałem z tego, ale w tamtym momencie, jako młody aktywista chciałem podziałać na rzecz lokalnego społeczeństwa. Jako młoda osoba po studiach historycznych mogłem trochę pomóc. Zdecydowałem się wtedy startować niezależnie, partią jaką wtedy wybrałem SLD, może dlatego że popierałem wtedy taki program solidarnego społeczeństwa, pomocy dzieciom. Z tym mi się właśnie lewica kojarzy. Zrobiłem sobie zdjęcie: młody chłopak z długimi włosami, ale w koszuli i krawacie. Wszystko z szacunkiem i umiarem. Mieli wtedy napisać na ulotce: Kandydat niezależny z ramienia SLD, a chłopak, który nam to tworzył, który często dla nas robił plakaty, ulotki i tak dalej, pracował często do trzeciej w nocy, a dodatkowo ja jechałem w tym czasie do Warszawy. On stworzył ulotkę, poszła do druku, a ja nie miałem okazji jej sprawdzić. Okazało się po wszystkim, że zrobił literówkę w nazwie partii i wyszło LSD. Błąd okazał się szybko niezwykle popularny (śmiech). Nie miałem wtedy przez dwa tygodnie spokoju, nawet ciężko było zaprosić koleżankę do kawiarni, bo pokazywali paluszkiem: o to ten, to ten od LSD! Dodatkowo prasa źle to odebrała, ktoś przekręcił datę wyborów na dzień koncertu, który organizowaliśmy. Wtedy było dużo nerwów, które na szczęście przeszły. Nabrałem wtedy dystansu. Niestety ludzie niektórzy źle mnie ocenili na forach, nie znając mnie. Redakcja w tamtym momencie była najbardziej zżyta ze sobą i się wspierała. Potem się wycofałem z polityki, organizowałem wydarzenia i koncerty zawsze non-profit. To był rok naszej pracy.
Po koncercie mieliśmy chwilę odpoczynku, a następnie nastąpił przełom. Zaczęliśmy robić wywiady, wychodzić do ludzi. Powstał nowy dział. Takim dużym koncertem dla nas były Dni Legnicy, gdzie zrobiliśmy wywiady z Maleńczukiem, Banachem, Wilkami. Potem było to już dla nas normą. Były roszady w naszej grupie, wtedy powstał pomysł na utworzenie stowarzyszenia, w końcu pisaliśmy, organizowaliśmy koncerty. Stanęło na nas dużo kwestii prawnych związanych z tą rewolucją. Po paru miesiącach pracy powstało Stowarzyszenie Legnica Aktywnie i Kreatywnie. To się też stało, gdy zaczęliśmy współpracę z Młodzieżową Radą Miasta. Organizowaliśmy razem koncert na rzecz TPD. Ściągnęliśmy kilka młodych kapel, a samo wydarzenie w Spiżarni wyszło świetnie. Młodzi odbiorcy, młode kapele, a do tego udało się nam uzbierać pieniądze. Teraz szykujemy kolejny koncert razem.

A dlaczego wasze koncerty są szczególnie poświęcone Jacku Kaczmarskiemu?

To jest mój pomysł. Jestem wielkim fanem Jacka Kaczmarskiego. To on kształtował moje postawy. On miał kontakt ze sztuką od dziecka, jest niezwykle wymagającym artystą. Był określany jako bard solidarności, bardzo nie lubił tego stwierdzenia. Na koncertach zawsze podkreślam fenomen jego piosenek. Na przykład „Mury”, gdzie Jacek śpiewa że boi się rewolucji, że jest wśród ludzi sam, a mury rosną. Też przewidział sobie sam swoją przyszłość, on jako śpiewak również był sam. Jest też taki fragment: „Ten z nami! Ten przeciw nam! Kto sam, ten nasz najgorszy wróg! A śpiewak także był sam.”. Potem znienawidził tą pieśń. Dużo pisał o historii. Ale też polemicznie, krytykował solidarność, częściowo popierając ją. Był on poetą pełnym, pisał o ludzkich emocjach, codziennych problemach, o tym co siedzi wewnątrz nas. Spotkanie z jego dziełami rozwija intelektualnie. Jacek Kaczmarski jest ponadczasowy, a młode pokolenia to łapią. Ja sam słuchałem jego utworów w liceum, trochę tam rozumiałem i interpretowałem. Potem poszedłem na studia i pomyślałem jaki ja głupi byłem! Przecież on o czym innym pisał w ogóle! Miałem różne doświadczenia i z czasem trzeba było podejść do tekstów Kaczmarskiego ponownie. Teraz mam już takie czwarte podejście i wydaje mi się że wiem o co chodziło! Ale mogę się oczywiście mylić.
Jak robiłem koncerty to młode zespoły dowiadując się o Jacku Kaczmarskim to pierwszą reakcją było: Co?! Kto to jest?, a jak już kojarzyli to tylko z piosenkami: „Mury”, czy „obława”. Po dwóch edycjach Wieczoru z Bardami, okazało się że młodzież świetnie przyjęła jego twórczość i samą idee. Teraz Jacek Kaczmarski funkcjonuje jakoś wśród młodzieży. A jeżeli ktoś będzie ciekawy to będzie doszukiwać się informacji o nim, o tym co krytykował, ile miał twarzy, bo niektórzy oceniają niesłusznie jego osobę. Sam Kaczmarski podjął kilka złych decyzji. Staszewski odnosząc się do tego powiedział: z tulu różnych dróg przeżycia, każdy ma prawo wybrać źle. I to jest prawda, każdy ma prawo dokonać złych wyborów. We Wrocławiu też podjąłem kilka złych wyborów. Może bez tego życie nie byłoby laik. Nie powstałoby to wszystko, ludzie nie zebraliby się i nie działali.

Mógłbyś nam przybliżyć co teraz szykujecie dla nas?

Objaśniamy dopiero szczegóły. Jest to organizowane na szybki. Dlaczego tak? A tutaj też trzeba dołożyć kawałek historii. Chcieliśmy zrobić coś wyjątkowego w Legnicy, po pierwszej edycji Kaczmarskiego ludzie domagali się ponownie czegoś podobnego. Zmieniła się wtedy obsada kapel, program. Były to nowe zespoły, podniósł się poziom muzyczny. Powtórzył się co prawda Czerwony Tulipan, ale też ściągnęliśmy Mateusza Nagórskiego, człowieka o głosie i wyglądzie podobnym do Kaczmarskiego. Świetnie nam się razem współpracuje, popiera nasze działania do tego stopnia, że gdy dowiedział się że chcemy robić festiwal w przyszłości, to wyrazili chęć pomocy przy organizacji. Powstała przyjaźń i symbioza pomiędzy nami. Jak to powiedział Stefan z Czerwonego Tulipana: nasze spotkanie było jak pierwsza randka. Zaiskrzyło między nami i pomimo różnicy wieku dogadywaliśmy się pomiędzy sobą i współpraca została z chęcią podjęta. A gdy zobaczyli nas pierwszy raz, młodzież w wieku licealnym, a na czele młody chłopak, który ukończył studia, nie wyglądający też na poważnego, byli sceptycznie nastawieni. Dopiero po rozmowie nabierali entuzjazmu. Po koncercie na którym było pełno ludzi, pożegnaliśmy się niezwykle serdecznie, to nawet nie było podanie sobie dłoni, ale przytuliliśmy się na do widzenia. W tym roku jak ich ściągałem, to gdy wyszli z samochodu to też było przytulenie i „cześć Dawid”, doskonale mnie pamiętali! To było niesamowicie sympatycznie. Przy całej organizacji od ich strony doświadczyłem dużo przyjacielskiego wsparcia. Mogliśmy też spokojnie porozmawiać. Oni też z Jackiem Kaczmarskim grali i pamiętają go, udało mi się nagrać materiał, który niedługo publikuje na youtube, na temat właśnie Jacka, kilku rzeczy o nim. Cały zespół się szczerze zaangażował w to. Dokładnie wiedzieli po co się tu znajdujemy, co robimy, zwyczajnie zebrali się ludzie dobrego serca. Udało się to wszystko stworzyć pomimo tego że nigdy nie mieliśmy pieniędzy, zawsze z dozą ryzyka, bo jednak nie wiedzieliśmy nawet czy starczy nam środków na występ Czerwonego Tulipana, jak Ola policzyła to została nam jedynie złotówka (Śmiech) Wcześniej bałem się podpisania umowy.
W międzyczasie był też Live, który też jest ciekawym wydarzeniem. Zespoły, które grają dla dzieciaków charytatywnie, a nawet same się zgłaszały. Słyszę zazwyczaj od nich: Słuchaj Denis no jest problem, my chcemy grać, ale no nie ma grania w Legnicy, tu trzeba za salkę zapłacić, tu za struny, trzeba ciągle inwestować w siebie. To nie jest tak że zespoły będą grać zawsze za darmo, bo to też niszczy rynek. Racja że nie chodzi o to żeby ich utrzymywać na starcie, ale dla młodej kapeli utrzymanie sali, instrumentów to też trochę kosztuje, muszą dopłacać. Przynajmniej tyle zróbmy żeby wyszło to na zero. Dodatkowo młode kapele nie mają jak się pokazać. W większym mieście mogą wysłać swój materiał do jakiejś instytucji. Ale ciężko im nagrać dobre demo, czy filmik. Nie mają często profesjonalnego sprzętu. I jak takie zespoły mogą się wybić? Więc pomyślałem, że jako stowarzyszenie promujące kulturę, pomożemy tym razem nie dzieciom, a artystom. W międzyczasie, poznaliśmy wiele ludzi, którzy chcieli działać w Legnicy. Poznałem Marcina Kallasa, dzięki jego zaangażowaniu udało się stworzyć naprawdę ciekawy projekt. Ja miałem kapele, które chciały pracować, Marcin kamery, doświadczenie i wiedzę. Udało się jeszcze załatwić sprzęt z damitv. Wpadliśmy na pomysł nakręcenia młodym zespołom pierwszy koncert DVD. Taki pierwszy materiał w Legnicy dla młodych kapel, przecież nie tylko Perfect musi w nakręcać w spodku! Ja wtedy dodatkowo nie mogłem pisać, zastępowała mnie Ola i Natalia, na które spadło dużo roboty, zajmowały się promocją wydarzenia, organizacją zespołów. Cała redakcja musiała być wtedy prężna, a dodatkowo zorganizować na tamten moment dwa koncerty tydzień po tygodniu. W dodatku żadna firma nie chciała nas wesprzeć, pomimo propozycji reklam i banerów. Jednak całość udało się udźwignąć, nagrać materiały dla zespołów, które mogą teraz wysłać to na jakiś festiwal, przegląd muzyczny. Może to im pomóc w rozwoju i początku kariery. W tym całym buncie przeciwko trudnością dla młodych kapel, pokazaliśmy że młodzi mogą pomóc młodym i dzieciakom. W tych czasach zespoły nie mają jak się wybić, ciężko nagrać coś w wytwórni, a jak już nagrają to są to takie kontrakty, że praktycznie nie mają co zrobić z materiałem. Staliśmy się krzykiem młodzieży, może nie było to waleniem głową w mur, lecz obejściem go, przeskoczeniem. Pokazaliśmy że można zorganizować koncerty, które często kosztują kilkanaście tysięcy złotych, przy braku środków. To był nasz taki mały rok 89 w Legnicy.
Wracając do najnowszego projektu, ostatnio odbyła się trzecia edycja Kaczmarskiego, która okazała się fenomenem. Były tanie cegiełki, gdyż chcieliśmy zrobić tą sztukę dla ludzi, żeby każdy mógł przyjść. Pojawiły się różne pokolenia, starsi siedzieli przy stolikach, a młodzi stali w różnych miejscach na sali. To niebywałe, że pomimo różnicy wiekowej, odbiór jest taki sam. W pewnym momencie musieliśmy przestać wpuszczać ludzi, bo było stanowczo za duży tłok w środku, lokal nie był przygotowany na taką ilość osób.
Potem każdy musiał wrócić do swoich obowiązków, nadrobić zaległości no ale jednak serce bije! Popatrz teraz: grudzień, święta! Dzwoni do mnie MRM i mówi że fajnie byłoby coś zorganizować dla dzieci na mikołajki, dużo ludzi by chciało coś jeszcze. Myślę: Dobra robimy!. Patrzę w kalendarz na najbliższy termin wolny 28 listopada. To też połączenie z Andrzejkami, a przecież nie każdy lubi domówki, czy dyskoteki. Stwierdziliśmy że z cegiełek wesprzemy TPD, porobimy też zbiórkę zabawek i słodyczy, zrobimy paczki, które na balu 5 grudnia wręczymy dzieciom. Znowu pokazujemy, że młodzież jest chętna do działania, można promować przy tym młode zespoły, a do tego bez żadnych środków dać coś od siebie. Też ogromną pomoc dostajemy od lokalnych mediów, które zawsze są przyjaźnie nastawione do nas. Chciałbym bardzo podziękować LCA, która docenia naszą robotę i bez ich wsparcia by tego nie było. Tak samo DAMI niezwykle nam pomaga. Co do koncertu, który nadchodzi, to nie chcę zdradzać do końca szczegółów, gdyż jeszcze wszystko ustalamy. Na pewno będzie parę niespodzianek, będzie spore zaskoczenie.

Twoja praca to nie tylko kontakt z zespołami i organizacjami, ale też współpraca z młodymi ludźmi w stowarzyszeniu, którzy przychodzą z chęcią do pisania, ale nie mają doświadczenia. Jesteś przez nich odbierany jak rówieśnik co jest bardzo dobre, tylko czy nie stwarza to czasem problemu? Jak radzisz sobie z waszymi relacjami, jak wskazać błędy, zachęcić do pracy i trzymać w ryzach w natłoku wszystkich obowiązków?

Przede wszystkim warto zauważyć, że panują roszady ludzi. Jedni przychodzą, drudzy odchodzą, trzeba uczyć się na nowo. Czy jest problem? Myślę że nie. Zawsze wymagałem od ludzi tego co sam robiłem, nigdy nie chciałem żeby robili coś co jest nieosiągalne. Ludzie też widząc mój wkład i to jak się poświęcałem, uznawali mój autorytet. Jednak też jest mała różnica wiekowa, w końcu ukończyłem studia i może to też jakoś wpływa na odbiór. Panują u nas warunki przyjacielskie. Zawsze traktuję ludzi równo, sprawiedliwie i obiektywnie, każdego wysłucham, każdy może zgłosić swój pomysł, albo zastrzeżenie. Staram się być takim: Primus inter pares- Pierwszy wśród równych sobie. Dzisiaj mieliśmy spotkanie, na których młodzież pytała o rady, rozwialiśmy wiele niepewności. Na co dzień rozmawiamy jednak na poziomie przyjacielskim. Trzeba to wszystko rozróżnić, nie można liczyć że jeżeli zawalisz, to jutro cię nie ochrzanię bo jesteśmy kolegami. Też nie było momentu w stowarzyszeniu, żebym z kimś się kłócił. Tutaj każdy się szanuje, pomimo tego że jesteśmy totalni różni od siebie i może ta różność pozwala nam stworzyć coś niezwykłego.

Co sprawia Ci szczególną radość w tych działaniach? Co jest najważniejsze?

Ludzie mówią do mnie: Okay Denis, stowarzyszenie jest, ale za dużo się poświęcasz, odpocznij bo to cię wypali. No po co to? Ani dziewczyny nie znajdziesz, ani nie zarobisz. Po co te działania społeczne? Ale ja nie szukam realizacji i szczęścia życiowego w posiadaniu domu, samochodu. Dla mnie rzecz to rzecz. Najważniejszy jest człowiek, a w szczególności uśmiech dzieci. Gdy coś organizuję i widzę uśmiech to jest to najpiękniejsze. To motywuje mnie do działania. Gdybym robił coś innego to nie znalazłbym w tym sensu. Tego trzeba dotknąć, a nawet posmakować. Jedni wolą fast-fooda inny woli troszkę coś smaczniejszego.

Teraz redakcja prężnie działa, uważasz że jest wystarczająca ilość osób, czy jednak przydałby się ktoś jeszcze?

Wiesz gdybym powiedział teraz, że mamy wystarczającą ilość osób, to bym zaprzeczył idei stowarzyszenia. To jest grupa, która gromadzi ludzi i ich rozwija, szerzy kulturę. Jesteśmy w stanie zakładać grupy i podgrupy pod laikiem, muzyczne, teatralne i wiele więcej. Jeżeli ktoś ma coś ciekawego to redakcja jest otwarta. Jak najbardziej chcemy przyjmować. To jak będzie wyglądać redakcja za rok, czy dwa jest zależne od ludzi. Możemy nawet zakładać swoje filie poza miastem, jeżeli ktoś by chciał, to byłoby naprawdę fajne. A czasowo? Na pewno starałbym się to jakoś pogodzić, po drugie, gdy będą już ludzie doświadczeni to sami będą mogli wziąć kierownictwo nad czymś. Ja też już mam mało czasu nawet na naszą stronę, koordynuje to Natalka i Ola w tym momencie. Jak najbardziej zachęcam do współpracy, wszystkie informacje są na stronie u nas. Uważam że człowiek sam nie jest w stanie nic zrobić, tylko przy pracy z innymi osobami jesteśmy w stanie przenosić góry. To oni tworzą LAiK. Każdy też się rozwija przez to, zdobywa nagrody, zaczyna istnieć w mediach, tworzy historię. Nawet ty siedząc teraz z dyktafonem w rękach nie wiesz że budujesz część historii.

Masz rację, cały czas budujemy historię. Siedzimy w twoim domu, pralka chodzi, wcześniej wyszliśmy po zakupy, a jednak nie myśląc o tym tworzymy ją, nagrywamy wywiad, który za chwile będą czytać ludzie.

O a może opiszesz jak to nasze studio wygląda? Nasze stowarzyszenie? W jakich warunkach pracujemy?

Siedzimy właśnie w miejscu, gdzie odbywają się praktycznie wszystkie spotkania i warsztaty, gdzie wszystko się tworzy, jest to miejsce o adresie widniejącym na wszystkich fakturach. Jest to właśnie Twój dom.

Dom? (śmiech) Jest tutaj około 30 metrów, sam pokoik gdzie siedzimy ma około 15 metrów kwadratowych.

Pamiętam jak kilka dni temu siedziało tutaj 8 osób, część na podłodze, a część na łóżku. Patrząc na ten pokój widzimy meble, takie jak u normalnego młodego chłopaka. Na półkach są książki, gdzieś za szybą płyty. Jednak wchodząc i rozglądając się po pomieszczeniu, widzisz że osoba, która tutaj żyje ma jakąś pasję i coś tworzy. Na przykład nad komputerem są zdjęcia z różnych wydarzeń, na półce wspomniana statuetką od TPD, to samo na tablicy korkowej gdzie znajduje się słynna ulotka: Kandydat niezależny: Nr 5 lista LSD (śmiech).

By żyło się lepiej (śmiech)

Gdzieś na piecyku kaflowym leży czyjś namiot.

Opowiem ci śmieszną historię, że gdy tworzyliśmy pierwszy koncert, to wszystko powstawało w tym pokoju. Około 8 osób oklejało tutaj puszki, pisało artykuły, myślało nad plakatem. Dzieliliśmy się każdym metrem podłogi. Po 5 godzinach pracy ludzie byli już głodni, więc poszedłem do kuchni przygotować obiad! Każdemu zależało na tym co robimy i żeby to istniało. Te kilka metrów stało się też miejscem publicznym, nawet nie zamykam już drzwi, bo każdy przychodzi już bez pukania i uzgadniamy różne prace i wydarzenia.

Nie czujesz potrzeby posiadania małego biura?

Na razie nie mamy takich środków finansowych, zresztą ja nie lubię pieniędzy, nie chce się w to pchać póki nie muszę. Mamy tutaj drukarkę, nawet na najzwyklejszej można drukować umowy i cegiełki. Nie trzeba mieć wiele, mamy jako taki sprzęt, mam dyktafon pożyczony od znajomego. Kto aparat ma ten ma i go używa, ja na przykład nie mam i zawsze pożyczam. Ludzie też dojeżdżają i poświęcają swój czas. Każdy ma jakieś pomysły. A faktycznie, gdy będzie więcej ludzi to będzie więcej dróg do realizacji. Laik powstał dla ludzi, będzie tworzony przez ludzi i będzie odbierany przez ludzi.

A jak życie prywatne? Twój bunt młodego człowieka? Nie omijają Cię najlepsze lata życia studenckiego?

Wiesz bunt we mnie nie wymarł. Myślę że dojrzał po prostu. W pewnym wieku zrozumiałem, że krytykowanie wszystkiego co jest złe i bieganie po parku z alkoholem, robi się śmieszne. Wtedy wpadłem też na pisanie, chciałem coś przekazać, może uda mi się też zostać nauczycielem. Staram się jednak nie być oderwanym od tego wszystkiego. Zdarzy mi się po koncercie wyjść z chłopakami na piwko, wziąć gitarę, to jest piękne. Niektórzy mówią, że tego nie wolno już, a tego nie wypada. Nie wiem, ja jeszcze tego nie rozumiem. Potrafię się pokazać w garniturze, coś powiedzieć, ale też pobawić się ze znajomymi. Dodatkowo wspieramy się z artystami, ja przejmuję się jak im wyjdzie projekt, a oni nami jak damy radę organizacyjnie. Potem spotykamy się na różnych imprezach i mamy chwilę dla siebie, na bliższy kontakt. Trzeba zachować równowagę w życiu, to jest bardzo istotne żeby zrozumieć, że jest moment na pracę, czytanie książek i pisanie prac, a jest czas na oderwanie się, spotkanie ze znajomymi. Tak samo w redakcji jest chwila na to żeby odpocząć. Ostatnio mieliśmy spotkanie integracyjne na kręglach, po którym wracałem do domu w bagażniku. (śmiech)

No to może opowiesz nam o tej interesującej sytuacji?

Udało nam się zrobić spotkanie integracyjne po organizacji koncertów. Kręgielnia kometa dała nam bony na kręgle i zniżki przy barze. Wzięliśmy gitary, mogliśmy pograć. Za tą całą pracę udało się pójść na kręgle. Było granie, były rozmowy o stowarzyszeniu, ale też czysto prywatne. Pośmialiśmy się, pouczyliśmy, poznaliśmy. Zżyliśmy się na pewno i to nam pomogło. Pamiętam że część osób pojechała, a część została do samego końca, dokładnie była nas szóstka. Ty byłeś wtedy autem i mogłeś odwieźć do centrum jedynie cztery osób. Stwierdziłem że wrócę sam jako kapitan. Wtedy Bartek zaproponował że pójdzie ze mną, kupimy po drodze jakąś colę. (śmiech). Okazało się jednak że zapakowali mnie do bagażnika i powiedzieli: Denis jedziesz z nami. Nie masz wyjścia. (śmiech) Przytulałem wtedy jeszcze gitarę leżącą na mnie.

Tak niezapomniana chwila wypuszczania redaktora naczelnego z bagażnika.

Dokładnie, z pełnym szacunkiem!

Jeszcze huczący metal w aucie.

Tak metal, nie butelki! Zero podtekstu w tym. (śmiech)

Czy na sam koniec chciałbyś komuś podziękować za pracę i trud włożony?

Tak, chciałbym szczególnie podziękować kilku osobom. Karolinie Jeżewskiej, która długo, aktywnie działała i była od początku. Oli Krzeszewskiej, która wykonywała w pewnym momencie super robotę. Rzeczy, które teraz pisze pięć osób, pisała sama. Okazała się bardzo pracowita i ambitna. Przez chwilę laik leżał wyłącznie na niej. Zawsze chodziła na spotkania, poświęcała swój czas, siedziała do nocy pomimo młodego wieku. Reprezentowała stowarzyszenie nawet w kwestiach prawnych i wypowiadała się w moim imieniu, gdy nie mogłem się rozdwoić. Pomagała też niezwykle przy koncertach. Z Olą zawsze było raźniej. Chciałbym też podziękować Natalii Suścickiej, która teraz mnie zastępuje. Poświęca wiele czasu i serca, wykonuje naprawdę świetną pracę. Dużo od siebie daje Tomek Kotek przy organizacji. Jak tu powiedzieć dziękuję tym wszystkim osobom? Mogę ich zabrać na scenę i zrobić to przed wszystkimi. To ludzie doceniają głównie naszą markę, za którą wszyscy stoją. Może też któraś z młodych osób dostanie statuetkę od TPD? Ja mam pewne sugestie i podzielę się nimi z pewnością!

Dziękuję Ci Dawid za rozmowę i przybliżenie nam historii Stowarzyszenia Legnica Aktywnie i Kreatywnie. Myślę że wszyscy czytelnicy będą zaskoczeni, a na pewno dowiedzą się wielu ciekawostek.

Ja też dziękuję. Świat jest takim jakim go tworzymy, a wszystko zaczyna się w naszych głowach, potem są chęci do realizacji planów. Nigdy nie można się poddawać, trzeba być wytrwałym. Taki dokładnie jest LAiK.

autor: Wiktor Buchelt