Legenda Marii Nefeli: obgryzały mnie szczury na śmietniku

Muzyczna legenda lat 90. XX wieku, zdobywca nagrody publiczności na Festiwalu w Jarocinie w 1990 r. – Maria Nefeli zagrała z dawnym wokalistą Andrzejem Sową „Kogutem” . – Narkotyki to trudne doświadczenia, wszyscy umarli, więc tu nie ma żartów – wyznaje Kogut, człowiek nagłego sukcesu i jeszcze szybszej klęski, któremu udało się wyjść z nałogu i zyskać „nowe” życie.

Koncert „Maria Nefeli/Zielony Groszek i ich przyjaciele” ściągnął w piątkowy wieczór do legnickiej Spiżarni fanów alternatywnej muzyki z przekroju trzech pokoleń. Kilkunastu muzyków zaprezentowało dźwięki rocka, bluesa, reggae i klasycznego punka. Bezapelacyjną gwiazdą wieczoru była kultowa „Maryśka” Maria Nefeli na wokalu z Kogutem, która zagrała największe hity z Jarocina m.in.  „Boicie się walczyć” i „Pijany tato”. Czy zwycięski Jarocin dużo zmienił w karierze zespołu?

– Nie, bo za mocno ćpałem i zespół się rozpadał. Graliśmy jeszcze jako zwycięscy w 1991 r., ale to już były ochłapy. Może zespół działał, ale ja zawalałem sprawę – wyznaje Kogut.

Ostatni koncert jako wokalista „Maryśki” Kogut zdołał zagrać w 1992 roku. Mikrofon gościnie wziął do ręki dopiero po długim procesie wychodzenia z nałogu i życiowego nawrócenia w 2006 roku, następnie w 2016 roku. Artysta prowadzi obecnie profilaktyki na temat uzależnień dla młodzieży. Wydał także książkę opisującą swoją życiową drogę.

– Niech przeczytają moją książkę, tam jest prawda o narkotykach. Myślę, że nie co tego tłumaczyć – niech przeczytają. To są realne, trudne doświadczenia, wszyscy umarli, więc tu nie ma żartów. Fakt, upadłem nisko. Kiedy sypiałem w śmietnikach, to nawet szczury mnie obgryzały. To jest tak mocne doświadczenie, że trzeba przeczytać to w całości – przestrzega i zachęca do lektury Andrzej Sowa.

Koncert należy potraktować jako wydarzenie precedensowe. Kogut przyznał, że wystąpił gościnnie w odpowiedzi na zaproszenie Stasiatego i nie wiąże dalszych planów zawodowych z muzyką. Jak tłumaczy, w życiu czekają na niego ważniejsze zadania. Cieszy jednak fakt, że młoda generacja fanów punka wciąż pamięta o zespole z początku 90. ubiegłego wieku.

– Maryśka była bardzo ważną, kultową punkową kapelą w pewnym momencie istnienia, i to młodych pociąga, że tam nie było fałszu. Graliśmy dla nich – kwituje muzyk.

Podczas koncertu w Spiżarni mogliśmy usłyszeć trzech muzyków z początkowego składu formacji: basistę Stasiastego,  perkusistę „Cianego” oraz wokalistę „Koguta”.

– Czuje się tak samo jak 30 lat temu scenie, tylko jestem stary jak smok, mam SKS – opisuje wrażenia Kogut, któremu z pewnością nie zabrakło dawnej scenicznej energii i charyzmy.

– Grało mi się tak samo, jak w tamtym okresie. Adrenalina wchodzi w krew i po prostu nie liczy się pewna jakość, super harmonia, piękne granie. Ważna jest energia wypływająca z dźwięku, który wydobywam – mówi Stanisław „Stasiasty” Delimata.

Reaktywowana przez basistę Stanisława „Stasiastego” Delimate Maria Nefeli koncertowała i tworzyła nowe kompozycje, choć już bez tak spektakularnych sukcesów. Warto jednak odnotować występ formacji na Przystanku Woodstock w 2001. Kapela nagrała także jedną kasetę i dwie płyty. Zespół, jak i jego dawny lider „Kogut”, znalazły się także w dokumentach emitowanych na TVP i tematycznych książkach.

Równocześnie z rozpadem Maria Nefeli powstał w 1993 r. zespół Zielony Groszek, którego założycielem był także Stasiasty. Formacja ma na swoim koncie kilkaset koncertów w całej Polsce, autorski album i występy live w radiu (jeden z nich jest dostępny na kanale YouTube). Skład  Grocha podobnie, jak Maryśki ulegał częstym modyfikacjom, co spowodowało, że w obu formacjach grało łącznie około 30 muzyków. Część z nich, także ze swoimi aktualnymi składami, zaprezentowała się na piątkowym koncercie w Spiżarni.

Foto. Mariusz Witkowski

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.