Cugowski w mistrzowskim wydaniu – „Dopóki mam zdrowie będę grał” (relacja i wywiad)

W Sali Maneżowej Akademii Rycerskiej wybrzmiało  „atomowe gardło polskiego rocka”. Krzysztof Cugowski  z „Zespołem Mistrzów” zagrał najlepsze utwory Budki Suflera, które od niemal pół wieku kształtują polską muzykę.

„Zespół Mistrzów” to nowy skład Cugowskiego. W skład formacji wchodzą doświadczeni muzycy: Jacek Królik (gitara), Robert Kubiszyn (bas), Tomasz Kałwak (klawisze), Cezary Konrad (perkusja). Przypomnijmy, że Cugowski angażuje się także w inne projekty m.in. koncertował ze swoimi synami znanymi z zespołu „Bracia”, z którymi wydał swój ostatni album „Zamknięty Krąg” (2016). Z Krzysztofem Cugowskim rozmawiał Dawid Stefanik (laikart.pl/ DamiTV Legnica).

Czy może Pan sobie wyobrazić życie bez muzyki i koncertów?

Nie miałbym nic przeciwko gdyby koncertowania było trochę mniej. Jednak życie jest życiem.

Warto zaznaczyć, że gra Pan w różnych projektach.

Tak, jest tego dosyć dużo. Samo podróżowanie po polskich drogach jest niesamowicie męczące, kto tego nie doświadczył, nie ma pojęcia co to za wysiłek. Dopóki mam zdrowie będę grał.

Duża publika też robi swoje.

Oczywiście, gdyby nikt nie przychodził na koncerty, siłą rzeczy trzeba by było zwinąć żagle. Głównie jednak chodzi o zdrowie. Wiadomo przecież, że któregoś pięknego dnia się skończy.

Życzę jednak aby był Pan na scenie jak najdłużej.

Bardzo chętnie, ale kiedyś kres nadejdzie, nic na to nie poradzimy.

Teraz chciałbym porozmawiać o przyszłości. Ostatnia płyta nagrana wraz z synami została wydana dwa lata temu. Czy ma Pan nowe plany wydawnicze?

Właśnie pracujemy z Zespołem Mistrzów nad płytą live. Gram z muzykami najwyższej klasy, więc nagranie krążka koncertowego będzie łatwe i przyjemne. Pod koniec tego roku wybierzemy najlepsze wersje i na początku przyszłego pojawi się płyta.

Usłyszymy na niej nowe aranżacje?

Nie wiem, w tej chwili wydawanie płyt jest dosyć komiczne. Stacje radiowe grają, to co grają. Trudno więc powiedzieć nawet o jakiejś akcji promocyjnej. Wiem, że żaden duże radio nie będzie grać mojego nowego repertuaru, to jest jasne, ale nie przeszkadza mi to.

Rozumiem, że będą to odświeżone, stare piosenki zagrane z nowym zespołem?

Tak jak wspomniałem, będzie to płyta live. Natomiast na tym nasze zamierzenia się nie kończą. W przyszłym roku mam jubileusz, dla mnie nieco smutny, bo jest to 50-lecie mojej pracy na scenie. Z tej okazji mamy w planach nagranie płyty z utworami, które nigdy wcześniej nie doczekały się rejestracji. Do tego dołożymy jeszcze dwie lub trzy nowe piosenki. Będzie to przekrój mojej 50-letniej kariery scenicznej. Mamy również jedną, fajną piosenkę z pierwszego składu Budki Suflera, „Blues  Maxella George’a”. Utwór nigdy nie został ponownie nagrany po 1970 roku i chcemy zrobić jego remake.

Jakie rady dałby Pan zespołom, które dopiero zaczynają swoją przygodę twórczą i starają się zaistnieć w świecie muzyki?

Nie ma dla nich sprawdzonych rad. Nie znam żadnych złotych środków. Trzeba być konsekwentnym. Jeżeli nauczą się dobrze grać, to na pewno coś z tego wyniknie. Jeżeli będą zmieniać stylistykę i starać się tylko, żeby puszczały ich utwory duże stacje radiowe, to nic z tego nie będzie. Jest to jakaś możliwość żeby się przebić, ale wtedy muzyk musi zniżyć się do  poziomu, który prezentują duże radia, a tego nawet w samochodzie nie da się słuchać. Prawdopodobnie Internet teraz zastępuje radia, może to tam trzeba szukać swojej drogi?

Internet pomaga dając możliwości i przeszkadza zarazem przez duży napływ, wręcz przesyt nowej muzyki.

Tak to prawda. Ja nie znam sposobu na sukces. Na to składa się szereg różnych rzeczy.

W pamięć zapadł mi koncert Budki Suflera na Przystanku Woodstock, w ostatnim roku waszej działalności. Czy był to dla Pana wyjątkowy występ czy może kolejny w karierze zespołu?

Tak, to był koncert dla niewyobrażalnie dużej publiki. Graliśmy dla ludzi młodych, zafascynowanych muzyką rockową. Przygotowaliśmy repertuar, który okazał się właściwy. Nie było „Balu Wszystkich Świętych”. Zagraliśmy poważne utwory opowiadające o latach ’70, pokazujące trudną historię dla ludzi pamiętających tamte czasy. Częściowo gram ten stary repertuar, bo uważam, że skończył się czas piosenek łatwych i przyjemnych. Natomiast tamte utwory, to jest coś co zostanie po Budce Suflera w pamięci wielu osób. Jako zespół debiutujący wydaliśmy dwie płyty, które przeszły do historii polskiej muzyki rockowej.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Dziękuję.

Fot. Mariusz Witkowski

Transkrypcja: Katarzyna Młynarczyk

Autor: Dawid Stefanik

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.