Jedno pytanie – wielu znanych muzyków! (Maleńczuk, Grabarz, Banach i wielu innych)

Maciej Maleńczuk, Grabaż (Strachy na Lachy), Piotr Banach (Indios Bravos/Hey), Kasa Chorych, Kobranocka, Krzysztof Jaryczewski (Oddział Zamknięty/ Jary OZ), Nikola Warda, Vavamuffin – Co ich łączy? Dziennikarz z Legnica Aktywnie i Kreatywnie przez cały rok, w różnych rozmowach z wieloma polskimi muzykami, zadawał jedno pytanie – jakie rady daliby młodym kapelom z perspektywy swojego doświadczenia? Co odpowiedzieli?  Zapraszamy do lektury!

 

Piotr Banach (założyciel Hey i Indios Bravos)

Jesteśmy stowarzyszeniem, które promuje młodych artystów i w związku z tym mamy pytanie ich dotyczące. Młodym artystom bardzo ciężko jest się wybić na scenie muzycznej, jesteś założycielem znanych zespołów Hey i Indios Bravos, czy mógłbyś udzielić jakiś rad dla zespołów zaczynających swoje kariery?
Jedyne co mogę radzić to wytrwałości, konsekwencji w tym co się robi, unikania dróg „na skróty”. Taką właśnie drogą „na skróty” są programy telewizyjne, talent show ect. Ludzie w takich programach bardzo szybko wchłania show biznes i równie szybko ich wydala. W Legnicy też macie utalentowanych muzyków. Utkwił mi w pamięci super zespół z Legnicy – StandBy. Jego wokalista, Kaśka Sondej, to jest właśnie taka dziewczyna, z którą mógłbym zakładać drugiego Hey’a. Jest to zespół, który ma duże szanse żeby się przebić, jeżeli będzie wytrwały.

Mówisz o programach telewizyjnych, a biorąc na przykład Kamila Bednarka, który również był w Legnicy, jest on osobą skromną i robi karierę.
Tak, zdarzają się wyjątki, ale zobaczymy ile takich artystów po talent show udało się przetrwać, a ile przepadło. Młodzi ludzie, którzy idą do tego typu programu pomijają całą drogę do zdobywania publiczności „od dołu” i od razu zaczynają być tzw. telewizyjną gwiazdą, to manieruje. To nie chodzi nawet o pokorę, chodzi o to, co w muzyce jest najważniejsze – kontakt ze słuchaczem, ze swoim odbiorcą. Zwracanie się prosto do ludzi, a nie do kamery. To zupełnie inne granie od mojego pokolenia. Myśmy grali gdzieś po jakiś piwnicach, po przeróżnych remizach, bo tam się odbywały koncerty. Jeździliśmy „za zwrot kosztów podróży” itd. Wszystko działo się małymi krokami, ja sam miałem dwadzieścia osiem lat, kiedy dopiero udało mi się zrealizować swoje marzenia, a już miałem za sobą nastoletni staż grania na scenie. Teraz jest tak, że zespół istnieje rok czasu i po roku już zaczynają mieć problem, bo myślą tak: „Już gramy rok czasu, a jeszcze nie jesteśmy sławni”. To jest niedobre, bo tutaj brakuje tej konsekwencji, o której mówiłem wcześniej.

Maciej Maleńczukrzysztof-trefon-vahan-pl-maciej-malenczuk-psychodancing-5349k

Panie Maćku, w wywiadzie płyty „Koledzy” powiedział Pan, że teraz robi się bardzo niesprawiedliwe kariery. Czy miałby Pan jakieś rady dla młodych artystów? Jaką drogą nie podążać?

Wiesz co.. ja nikomu nie polecam mojej drogi, bo 95% moich znajomych nie żyje, niech każdy sobie radzi sam. Jedynie jaką mogę dać radę, to żeby podejmować własne decyzje, jeżeli kogoś na to stać.

Kasa Chorych (wywiad z jubileuszowej trasy zespołu – 40 lat na scenie)

Z perspektywy waszego doświadczenia, jakie rady dalibyście młodym zespołom?

Przede wszystkim nie można się poddawać, bo to jest trudny rynek. Dziwimy się, że są cięgle nowe zespoły, którym się chce grać i pakują się to w co my kiedyś się pakowaliśmy. Jednak sami sobie tak wybraliśmy. W sumie jest to fajne, nie potrafimy żyć bez muzyki, lecz jest to ciężki kawałek chleba. Ważne aby znaleźli sobie również jakieś inne zajęcie w życiu.

Czyli ciężko wyżyć z bluesa w Polsce?

Ciężko. Znamy sporo młodych zespołów i jesteśmy ciekawi jak one wytrzymują… Jeżdżą, grają, a stawiki są bardzo niskie, o ile w ogóle jakieś są.

To niestety prawda…

Widzisz, a trzeba z czegoś żyć. Dodatkowo kapela to duże inwestycje: muzycy muszą mieć swój sprzęt, jakoś dojechać, posiadać jakąś sale do grania prób, to wszystko sporo kosztuje. Inwestujecie w siebie przez wiele lat nie dostając za to w zamian praktycznie nic. Muszą mieć dużo samozaparcia.

A czy wy mieliście chwile zwątpienia?

Wiesz były takie chwile. Choć ja już w liceum wiedziałem co chcę robić- tłumaczy muzyk. Koledzy wybierali jakiś kierunki na studia, myśleli nad tym, co będą robić w życiu. Ja wiedziałem, muszę grać bluesa i nie do dziś nie widzę innej opcji w życiu. Tak zostało do dziś. Jednak skład zespołu przez czterdzieści lat ulegał zmianie.

Grabaż (Strachy na Lachy)

30 lat doświadczenia na scenie. Co byś poradził młodym kolegom, którzy rozpoczynają karierę muzyczną w Polsce?
Nie wiem. To jest biznes zupełnie niemierzalny. Trzeba mieć talent, ale czasem i to nie wystarcza. Ja np. nie mam talentu, a mi się udało, co prawda po 20 latach, ale zawsze! Pan Bóg był cierpliwy, ale nierychliwy. Trzeba wierzyć w to, co się robi.
A ciężko w Pgrabaż 2olsce zaczynać z muzyką?
Nie wiem.
Przechodziłeś to…
Tak, przechodziłem przez to, ale ja sobie nie wyobrażałem życia bez muzyki. Robiłem wszystko, żeby w moim życiu wszystko było podporządkowane muzyce. Chociaż wszystko zdawało się przeczyć i mówić „nie, ty się do tego nie nadajesz”. Dzisiaj, patrząc na to, z obecnej perspektywy twierdzę, że rzeczywiście to była prawda – ja się do tego absolutnie nie nadaję!
Miałeś jakieś chwile zwątpienia w tym wszystkim?
Oj tak, nawet 4 lata nie uprawiałem tego zawodu. Stałem się wtedy radiowcem:) i dużo łatwiej mi szło.

Kobranocka

Co poradzilibyście młodym kapelom muzycznym rozpoczynającym swoje kariery?

Moim zdaniem ważną cechą jest autentyczność i naturalność, nie można udawać osoby, którą się nie jest. Takie działanie jest krótkotrwałe i prowadzi do bardzo bolesnego upadku. Nie można całe życie udawać, nam by się nie udało przez 30 lat udawać. Tak sobie powinien młody człowiek to w głowie zakodować, a potem pracować nad swoim warsztatem.

Krzysztofe Jaryczewski (Oddział Zamknięty/ Jary OZ)

Jakie rady dałbyś dla młodych artystów, którzy rozpoczynają dopiero swoje kariery?

Nie lubię udzielać rad, chociaż napisałem taką piosenką, którą dziś zagramy- „Dobre Rady”. Myślę, że najważniejsze jest to, żeby nie wątpili w swoją szczęśliwą gwiazdę. Aby jakieś  drobne niepowadzenia nie powodowały rezygnacji, przekreślenia, żeby się nie poddawali.  Sądzę, że to jest DSC_4638najważniejsze. Istotnym, jest, aby nie ulegać jakimś nadmiernym naciskom, żeby robić to, co się w głębi serca czuje. To jest zawsze dobrze odbierane. Wtedy wcześniej czy później pojawi się popularność i pieniądze, ale kolejność jest zawsze taka sama. Musisz wiedzieć, co chcesz powiedzieć, co chcesz przekazać, i tego się trzymać.

To znaczy, że należy iść własną ścieżką, nie ulegać takim medialnym, komercyjnym pokusom?

Wiesz, trzeba być otwartym na nowe rzeczy i czerpać jak najwięcej, ale żeby ten rdzeń pozostał w zgodzie z tobą, to jest najważniejsze.

 

Nikola Warda (laureatka wielu festiwali m.in. Stachuriady 2016, współpracowała z takimi kapelami jak Farben Lehre i Kamil Bednarek)

A jakie byś dała rady swoim kolegą z Legnicy, co dopiero zaczynają karierę i właśnie w takich programach występują?

Przede wszystkim robić swoją muzykę, bo ja jeszcze jej nie mam, a wiem, że to jest klucz do wszystkiego i zawsze przy większości okazji ludzie pytają, czy mam już coś swojego, że to jest podstawa. Wierzyć w siebie, nie tracić nadziei i nie patrzeć skąd się pochodzi, bo jestem, że Szczedrzykowic i udało mi się, udaje mi się, dlatego warto walczyć.

(inna część wywiadu)

Brałaś udział w największych polskich programach muzycznych, między innymi: „Must be the music”, „Bitwa na głosy”, oraz w innych telewizyjnych muzycznych projektach. Wspominałaś, że trochę się zbuntowałaś w tych programach. Co się stało? Jak to wygląda od kuchni?

To znaczy wiadomo, wszystko inaczej wygląda od kulis. Inaczej niż obraz, który pokazują nam w telewizji, wszystko jest reżyserowane- jak wiadomo już. Trochę się rozczarowałam, ale jednocześnie byłam już przygotowana na to, że wszystko może wyglądać troszeczkę inaczej, niż ludzie myślą. Trochę nie odpowiadały mi pewne zachowania. Także chciałabym być osobą publiczną, ale nie wiem, czy koniecznie chciałabym się wiązać, aż tak bardzo z telewizją.

A co się stało na tym backstagu telewizyjnym?

Nic konkretnego chyba się takiego nie stało.

Wspominałaś kiedyś, że kazali Ci skakać z gitarą i nie za bardzo to widziałaś.

Tak, tak. No były różne takie sytuacje „wyreżyserowane” tak zwane. Ale trzeba było jakoś przez to przejść i jakby być zgodnym z podpisaną umową, bo jednak podpisaliśmy umowę i musiałam wytrwać do końca. Ale ogólnie programy wspominam bardzo miło, bo to dobre doświadczenie, nauka pracy z kamerą, no i przede wszystkim poznani ludzie, z którymi utrzymuję kontakt do tej pory.

Czyli dzisiaj jakbym Ci dał taką propozycję, to byś z powrotem wystąpiła w takim programie muzycznym?

Na pewno bym wystąpiła, żeby nabyć kolejnych doświadczeń

Vavamuffin

Reprezentuję stowarzyszenie, które promuje młodych artystów. Jakieś rady dla młodych kapel, które zaczynają karierę? Jak mogą się przebić na wielką scenę?

Jakieś 5-6 lat temu udzieliłbym Ci dosyć łatwej odpowiedzi, teraz natomiast wszystko się pozmieniało. Uważam, że taką najbardziej naturalną drogą, jest ta droga „od piwnicy na duże sceny”. To znaczy: najpierw grasz w piwnicy, później grasz koncert dla przyjaciół, później grasz koncert większy w swoim mieście, potem zaczynasz jeździć gdzieś po Polsce. Prawdę mówiąc, zawsze zaczynasz za darmo. Przez parę lat ja tak jeździłem, po to, żeby ktoś się dowiedział, że w ogóle gram taką muzykę. I ten proces wydawał mi się taką naturalną drogą rozwoju. Jeśli będziesz dobry, jeśli ludziom będzie się to podobać, to w końcu ktoś zapłaci za bilet, w końcu pojedziesz na duży festiwal, może weźmiesz udział  w różnych konkursach. Sami startowaliśmy w jednym i wygraliśmy. To było 13 lat temu. To na pewno trochę pomogło, gdy musieliśmy zaprezentować się przed dużą publicznością. Obecnie sytuacja jest taka, że wszystko skasowały te programy telewizyjne, które gdzieś tam mają wynajdywać te młode talenty. Prawda jest taka, że one bardzo rzadko wynajdują talenty, ale i tak zarabiają organizatorzy. To nie chodzi o cały show biznes, bo mamy takich artystów – zaczynając od Ani Dąbrowskiej, a skończywszy na Monice Brodce. To są ludzie, którzy wygrali, ale ja myślę, że oni świetnie poradziliby sobie bez tych programów. Są oni na tyle zdolni i utalentowani, że naprawdę pokazali, na co ich stać i nadal pokazują. Jednak wielu młodych w takich programach ginie. Są jakieś dziwne kontrakty, że musisz wydać w wytwórni płytę, ale oni piszą za ciebie muzykę. O takim przypadku opowiadała kiedyś Brodka, że pierwsza płyta, którą wydała po zwycięstwie, to właściwie nie była jej płyta, tylko płyta wytwórni. To jest trochę bez sensu, szczególnie jeżeli ktoś jest tak twórczy i kreatywny jak Monika. Uważam, że powinno się iść, taką starą, naturalną drogą. Być może jestem już stary i może nie kumam tego, że trzeba iść do telewizji i się pokazać.

Tak, cofnijmy się kilka lat wstecz, do tych właśnie darmowych koncertów… Wiele osób uważa, że to zabija muzykę, bo artyści nie mają na salki, nie mają na struny i taki żywot jest trochę trudny.

Wiesz… Zawsze jest lepiej wziąć chociaż te 300 zł na zespół, niż nie brać nic. To właśnie też uczy ludzi płacić za sztukę. Jakbyśmy jechali w dziesięć osób gdzieś tam, i dostalibyśmy te tysiąc złotych, to nawet by nam nie pokrywało kosztów podróży. Żeby to nie zabrzmiało idiotycznie, my lubimy to co robimy i od początku lubiliśmy.

A były w tym wszystkim chwile zwątpienia wtedy, gdy jeszcze graliście „za darmo”?

Powiem ci tak.. mieliśmy kupę szczęścia, jeszcze przed wydaniem pierwszej płyty, gdy graliśmy koncert w Katowicach i okazało się, że przyszło tam 500 osób, co dla nas było dosyć szokujące. Prawdę mówiąc, takie reggae, jak my gramy ,nikt w Polsce wcześniej nie grał. Teraz już jest dużo takich zespołów, ale mieliśmy „szczęście bycia pierwszymi” spośród tych grających  powolne, smutne reggae jak to się wcześniej u nas grało, tylko, że jesteśmy do przodu z szybkimi nawijkami. Dużo ludzi ze środowiska hip-hopowego zainteresowało się tą muzyką. Mieliśmy dużo szczęścia. Ja wtedy miałem 25 lat, także nie byłem jakimś dzieciakiem, który pierwszy raz jest na scenie. Pierwszy zespół założyłem jak miałem lat 15, więc przez te 10 lat robiło się różne rzeczy, mniej lub bardziej profesjonalne, zanim to gdzieś tam wybuchło. Ale bywa też tak w życiu, że nigdy nie wybucha, bo nie masz wystarczająco talentu, bo nie masz szczęścia, bo coś się nie ułożyło. No niestety, sztuka nie jest sprawiedliwa. Oczywiście, trzeba ciężko pracować, ale może być tak, że będziesz ciężko pracować, a może się nie udać – tak to już jest. Ja nie lubię też takich dużych słów, jak: „sztuka”, „artysta”. Uważam, że jestem grajkiem, który stara się dawać radość ludziom, jak przedwojenni grajkowie uliczni. Ja to tak widzę – wychodzę i daję ludziom, którzy zapłacili za bilety półtorej godziny, czy dwie godziny przyjemności.

Za pomoc przy transkrypcjach i zdjęciach serdecznie dziękuje sowim kolegom z redakcji: Aleksandrze Krzeszewskiej, Dorocie Łanoszce, Wiktorowi Bucheltowi i Tomkowi Kotkowi.

Dawid Stefanik

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.