Kobranocka- wywiad z legendą polskiego rocka.

Kobranocka po 29 latach wystąpiła w Legnicy, 5 lutego 1016 roku. Ekipa LAiK po niezwykle klimatycznym koncercie legendarnej kapeli, przeprowadziła rozmowę z muzykami. Zapraszamy do lektury oraz obejrzenia fotorelacji.

DSC_0658

29 lat temu wystąpiliście pierwszy raz w Legnicy, graliście teraz ponownie, jakie emocje?

Zastanawialiśmy się, czy nie było jakiegoś koncertu od ’87 roku. Gitarzysta, który gra z nami od 11 lat powiedział, że na pewno nie. Kolega, który gra prawie od 29 lat też sobie nie przypomina. To była także zima, tak więc podejrzewam, że graliśmy tu równo 29 lat temu.

Dobra pamięć jak na koncertującą często kapele rokową. Z pewnością graliście w Lubinie w maju zeszłego roku. Wtedy też wspominaliście dawny koncert z tego miasta.

Wiesz, ja zdecydowanie lepiej pamiętam, to co było 29 lat temu, niż to co było roku temu w Lubinie. W maju mówisz…

no tak… niecały rok, w maju…

No widzisz, nie do końca pamiętam. Natomiast doskonale pamiętam koncerty sprzed 29 lat, m.in. ten w Legnicy. Dokładnie pamiętam, jak się przywitałem. Powiedziałem oprócz regułki, którą zwykle wygłaszam: здра́вствуй (dzień dobry w języku rosyjskim- redakcja). Było to odpowiednio przyjęte, z uśmiechem, bez obrażania- bo wiadomo było, o co chodzi/chodziło. Dziś ktoś także krzyczał, w sumie prosił krzycząc o piosenkę „Sowiety”, która jak znalazł pasowała tutaj. Jadąc do Legnicy, rozmawialiśmy o tym, że kurczę, my nie pamiętamy jak to szło a wypadłoby to zagrać tutaj- „Sowiety- nie opuszczajcie nas”. To było mocno prześmiewcze oczywiście.

No właśnie graliście tu pierwszy raz niemal 30 lat temu. Publika, niektórzy wspominają ten koncert, lecz sporo część publiki nie ma szans pamiętać tego koncertu.

Już przyzwyczailiśmy się do tego, przychodzą na nasze koncerty osoby, które mógłby być naszymi dziećmi, wnukami…

Jak to się stało?

Pokolenie naszych fanów znacznie się zmieniło. Kiedyś na nasze koncerty przychodziły osoby w naszym wieku. Z czasem zaczęły przychodzić ich dzieci. Dziś zdarzają się nawet wnukowie. Pamiętam sytuacje, kiedy przyszedł do nas po autograf młody człowiek z dwiema płytami analogowymi- co nas zawsze cieszy. Kazik zapytał: czy te płyty ma od ojca? Wtedy koleś odpowiedział: są jeszcze po dziadku, ale ojciec też jest naszym fanem. Widzimy bardzo dużą zmianę pokoleń przez tych 30 lat wśród naszych słuchaczy. Cieszymy się, że nasza muzyka cały czas trafia i podoba się również dzisiejszej młodzieży. Kiedyś przynosili płyty po starszej siostrze, dziś już do dziadka doszło.

Jaką rade dali byście młodym kapelą muzycznym rozpoczynającym karierę?

Moim zdaniem ważną cechą jest autentyczność i naturalność, nie można udawać osoby, którą się nie jest. Takie działanie jest krótkotrwałe i prowadzi do bardzo bolesnego upadku. Nie można całe życie udawać, nam by się nie udało przez 30 lat udawać. Tak sobie powinien młody człowiek to w głowie zakodować, a potem pracować nad swoim warsztatem.

Wiele młodych kapel jest dziś kuszonych szybką karierą, różne programy telewizyjne… Czy Wy byliście kiedyś tak kuszeni, np. aby zgrać coś dla władzy?

Nie. Nigdy nie było takiej opcji. Generalnie jesteśmy zespołem apolitycznym. Nigdy nie zagraliśmy i nie zagramy dla żadnej partii.

A kusili Was kiedyś?

Oczywiście. Nie jedna, nie dwie.

A jak to się dla Was kończyło w latach ’80?

A, o to pytasz… To nie. Z tamtej strony nikt nam nie proponował. W obecnych czasach graliśmy na trzydziestoleciu „Solidarności”. Zawsze byliśmy i będziemy przeciwnikami komuny.

A współcześnie wstępowaliście w programach takich jak „Taniec z Gwiazdami”?

Nie braliśmy udziału w takich programach komercyjnych. Jedyny bardziej komercyjny program, w którym wzięliśmy udział to „Bar”. Było to jakieś 12 – 13 lat temu, ale zrobiliśmy to po swojemu.

Ta magiczna liczba 30 lat na scenie. Czy to wydarzenie pomagało Wam w karierze? Macie aktualnie może więcej koncertów? Okolicznościowe trasy koncertowe stały się ostatnio bardzo popularne.

Największym wydarzeniem na 30 – lecie był jubileuszowy koncert, który zabsorbował nas na parę miesięcy. Pracowaliśmy nad nim bardzo długo. Jesteśmy bardzo konsekwentni od dłuższego czasu, dużo pracujemy i gramy. Zaprosiliśmy na koncert osoby, na których nam naprawdę zależało. Osoby w mniejszym lub w większym stopniu związane z historią Kobranocki. Jedną z takich postaci była Kayah, która zaśpiewała z nami piosenkę Gorycz w chlebie w 1988 r., bodajże jako 20 latka. Był Muniek, John Porter, Janusz Panasewicz, Tomek Organek. Impreza była naprawdę udana, to było nasze wielkie święto.

Czy ciężko się utrzymać z muzyki?

Ciężko, jeżeli nie jesteś na topie i kasa poniekąd sama nie wpływa. Wiesz, są zespoły typu disco-polo, nagrają jedną piosenkę i zasuwają po trzy koncerty dziennie, z półplaybacku, przy minimalnym wysiłku, za to za olbrzymią kasę. My musimy po prostu zasuwać, dać z siebie wszystko. Na szczęście kochamy to, co robimy!

Czyli gracie głownie za bilety po klubach?

Bardzo często.

A plenery?

Latem to prawie same plenery, sporadycznie wówczas gra się w klubach. Natomiast cały rok to głównie koncerty klubowe. Bywa różnie, ale nie narzekamy. Jesteśmy szczęśliwi z niemałej ilości koncertów.

A z dzisiejszego koncertu w Legnicy jesteście zadowoleni?

Oczywiście!

Dziękuje bardzo za rozmowę i świetny koncert. Wszystkiego dobrego.

My również dziękujemy.

Rozmawiał: Dawid Stefanik

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.