Wywiad z Piotrem Frankowskim

Piotr Frankowski to miłośnik teatru i filmu. Już od dziecka chciał stać się aktorem. Dzisiaj możemy go zobaczyć na deskach legnickiego teatru czy w filmach takich jak ,, Pierwsza Miłość” czy ,, Policjanci”. Na co dzień jest studentem PWSZ w Legnicy. Opowie on nam dzisiaj o swojej przygodzie z aktorstwem.

 

LAiK:

Kiedy zaczął Pan swoją przygodę z aktorstwem ? To było już na studiach i jakie byłe tego początki ?

Piotr Frankowski:

Aktorem chciałem już być w sumie w dzieciństwie. Pamiętam, że nawet w szkole podstawowej podczas Andrzejek wylosowałem sobie wróżbę, że będę nim w przyszłości (śmiech). Niestety, byłem wtedy strasznie nieśmiały. Naczytałem się też kolorowych czasopism ze skandalami znanych aktorów. Pomyślałem sobie, że nie chcę stać się takim człowiekiem, więc aktorstwo poszło w zapomnienie. Dopiero podczas studiów stare marzenie znów dało o sobie znać. A jest to bardzo zabawna historia. Wtedy to właśnie poznałem Monikę, współlokatorkę mojego znajomego. Podczas naszej wspólnej rozmowy stwierdziła, że… gadam jak aktor i powinienem spróbować swoich sił w tym kierunku. Powiedziała mi, że jest znaną osobistością w Teatrze Modrzejewskiej i żebym poszedł tam na casting, który będzie tam niedługo. Trochę patrzałem na nią z niedowierzaniem, ale ona zapewniała mnie, że to prawda. Oczywiście prawda w tym była w połowie, bo żadnego castingu wtedy nie było, ale skierowano mnie do studenckiego koła teatralnego Genesis, który miał próbę w tym samym czasie. Kiedy tam poszedłem, narobiłem małego zamieszania przez swoją przypadkową wizytę (śmiech). Ale jak się okazało, spadłem im trochę z nieba, bo mieli wtedy wystąpić przed Panią Joanną Rostkowską, a że nie było wtedy jednego aktora, więc go zastąpiłem. Jak się okazało, do tej grupy należała też Monika. Kiedy już zagraliśmy, pamiętam, że Pani Joannie nie do końca spodobał się spektakl i wymieniała, co jeszcze by można było poprawić, ale kiedy Monika spytała się jej „A jak Pani się podobała moja gwiazda, Piotrek?”, wtedy dostaliśmy odpowiedź, że wypadłem bardzo dobrze. To mi dało wtedy wiary w siebie, że może jednak jest ze mnie aktor, i postanowiłem spróbować iść w tym kierunku.

LAiK:

Byłeś więc członkiem Grupy Genesis. Jak wspominasz swoją współpracę z tą grupą?

Piotr Frankowski:

Bardzo dobrze. Wiele się dzięki niej nauczyłem, Pamiętam, jak na pierwszym roku swojej działalności z nią wiele się działo. Występowaliśmy w Play City, na PWSZ-owych Otrzęsinach i Kabaretonach jako kabaret. Zrobiliśmy nawet swoją własną wersję Jasełek. To były złote lata. Miałem więc możliwość do wielokrotnego występu przed publicznością. Wtedy też zrozumiałem, że bardzo dobrze czuję się na scenie. Postanowiłem więc wepchnąć Genesis w ambitny kierunek. Wpadłem bowiem na pomysł stworzenia spektaklu grozy. Napisałem scenariusz, szefowa grupy Angelika Michalak przerobiła go na konwencję teatralną i tak powstał „Wymiar strachu”, gdzie grałem głównego złego. Nasz pomysł obiegł chyba cały teatr, bowiem na próbę generalną przyszedł Pan Jacek Głomb i bardzo mu się on spodobał. Zaproponował nam pomoc w realizacji w postaci warsztatów. Była więc duża szansa na wystawienie naszego spektaklu na Scenie Gadzickiego. Niestety nie udało się do końca spełnić naszego marzenia, bowiem nasza grupa się rozpadła, przez co zrobiliśmy tylko jeden warsztat z Panem Głombem, a „Wymiar strachu” legł pod znakiem zapytania. Nie poddaliśmy się jednak. Zmieniliśmy trochę scenariusz i zaczęliśmy robić próby od nowa, a ja dostałem najwięcej tekstu. Niestety, nie udało nam się już wystawić „Wymiaru strachu” w Teatrze Modrzejewskiej, ale za to udało się w PWST we Wrocławiu. I tam też bardzo dobrze zostaliśmy odebrani. Do dzisiaj czekam na zdjęcia 🙂

LAiK:

Miałeś też styczność z innymi grupami teatralnymi?

Piotr Frankowski:

Tak, Dawid Stefanik, zaprosił mnie do udziału w spektaklu poświęconym Żołnierzom Wyklętym. Bardzo mnie zainteresował mnie ten temat, jak i scenariusz, więc mówię, czemu nie. Dostałem kilka ról do zagrania, m.in. przesłuchującego KGB-owca.  Niestety, nie udało nam się wystawić spektaklu, gdyż główna organizatorka nawaliła. Zresztą było o tym głośno w jednej z legnickich gazet. Tak czy inaczej, bardzo miło wspominam współpracę przy tym projekcie. Kolejna grupa to Grupa Bagażnik prowadzona przez Roberta Gularczyka, gdzie wziąłem udział w spektaklu „Dom Bernardy Alby”. Wziąłem też udział w spektaklu organizowanym przez Zespół Pieśni i Tańca „Legnica”. Teraz dołączyłem nawet do Szkoły trenerów kierowaną przez Katarzynę Kaźmierczak i Aleksandrę Lesiak.

LAiK:

Piotrek grasz w Teatrze czasami też występujesz przed obiektywem kamery. Zaczynałeś od filmu „Super Story”. To prawda?

Piotr Frankowski:

Tak. Ze względu na to, że byłem członkiem Grupy Genesis, dostałem telefon od producenta tego filmu Karola Węglewskiego, że potrzebni są statyści. Jeszcze jak dowiedziałem się, że ma to być film sensacyjny, zgodziłem się na miejscu. Zaczynałem więc jako statysta, którym byłem na ich planie 2 razy. W każdym razie później mnie widocznie tak polubili, że zaproponowali mi trochę większą rolę niż statystowanie (śmiech). Dostałem rolę gangstera, który bierze udział w strzelaninie. Specjalnie na potrzeby filmu zostałem ogolony na łyso. Podczas kręcenia sceny z moją nową rolą przeżyłem przygodę swojego życia. Wszyscy strzelaliśmy, później ja oberwałem. Co prawda, wszystko to była atrapa. Ale czułem się, jakby to wszystko było prawdziwe. Jakby działo się naprawdę. To było dziwne, a zarazem niesamowite uczucie. No i po raz pierwszy też doznałem kontuzji na planie (śmiech).

LAiK:

Teraz grasz w filmie „Aska”, gdzie pełnisz jeszcze jedną funkcję.  Jak podoba Ci się ta współpraca? Jak się tam dostałeś?

Piotr Frankowski:

Tak. Gram tam szkolnego łobuziaka i jednocześnie jestem pracownikiem planu. Dostałem się tam poprzez casting, który był prowadzony półtora roku temu.  Przez ten czas przez projekt przewinęło się wiele osób. A ja tak się zżyłem z tym projektem, że zostałem już kimś więcej, niż tylko aktorem. W końcu udało się nam zrealizować pierwsze zdjęcia. Zaczynam wtrącać się w większość aspektów filmu, które jestem w stanie ogarnąć. Oczywiście wiele mi jeszcze brakuje do pełni, na wielu sprawach się jeszcze nie znam, ale można by rzec, że reszta ekipy ma już mnie pewnie dość (śmiech).

LAiK:

W jakich jeszcze filmach brałeś udział?

Piotr Frankowski:

Byłem m.in. na planie „Pierwszej miłości, gdzie miałem nawet mały epizod. Ostatnio proponowano mi kolejny, jako typ spod ciemnej gwiazdy, ale musiałbym znowu ogolić się na łyso (śmiech). Miałem też epizod w „Policjantkach i policjantach”.  Spełniło się także moje marzenie uczestniczenie w ambitnych produkcjach TVP, takich jak seriale „Bodo” i „Komisja morderstw”. Ten ostatni serial wspominam najchętniej, gdyż, z tego co widzę z zapowiedzi, będzie on w moich klimatach. A bardzo lubię mroczne kryminały. I to jeszcze z wciąż niezbadanymi tajemnicami Dolnego Śląska (śmiech). Mam więc nadzieję, że jeszcze powrócę na plan tego serialu.

LAiK:

Grając w teatrze i na planie filmowym na pewno Pan musiał poznać innych aktorów . Kto to był  ? Za inspirowała może Pana czyjaś gra aktorska do dalszej pracy ?

Piotr Frankowski :

Tak, poznałem wielu aktorów, ale najbardziej chyba mi pomogli aktorzy teatralni. Na pewno dużo mi pokazali Joanna Gonschorek i Katarzyna Kaźmierczak,  wspomniany już Jacek Głomb podczas tych warsztatów dla Grupy Genesis,  Albert Pyśk, który pomagał przy spektaklu o Żołnierzach Niezłomnych, oraz Robert Gularczyk. Te właśnie osoby pokazały mi, co jest ważne w aktorstwie, a czego lepiej unikać. Uczę się zresztą nawet sam, oglądając wiele filmów i patrząc się, jak tam grają. Przez to mam sporą wyobraźnię i często patrząc na scenariusze widzę, jak dana postać powinna się zachowywać. Na pewno wiele wyniosłem też z pracy przy filmach. Tam trochę inaczej się wygląda praca nad rolą. Jestem zresztą teraz na takim etapie, że potrafię odróżnić u kogoś dobrze zagraną rolę od tragicznej. Ostatnio nawet pomagałem w tej sprawie na planie „Aski”. Więc pewnie tym bardziej mają mnie tam już dość (śmiech). Chociaż mi samemu na pewno jeszcze wiele brakuje do doskonałego bycia aktorem. Ale nie poddaję się. A! I zapomniałbym jeszcze o Przemku Corso, który zachęcił mnie do robienia tego, co lubię. No i grzechem byłoby zapomnieć o Angelice Michalak.

LAiK:

Masz jeszcze jakieś niespełnione marzenia w kwestii aktorstwa?

Piotr Frankowski:

Tak, chciałbym powrócić do kabaretów i sprawdzić się w roli konferansjera. W tym ostatnim zainspirował mnie do tego wspomniany już Przemek Corso, który prowadzi masy koncertów w Legnicy. Zresztą zaczynam nawet iść w tym kierunku, zapisując się na kolejne warsztaty w tym kierunku. Zobaczymy, jak to wyjdzie. Oby dobrze.

LAiK:

W jakim filmie lub sztuce Teatralnej będziemy mogli Cię obejrzeć w 2016 r.?

Piotr Frankowski:

Oj, tego nie jestem w stanie powiedzieć. Na pewno szykuje się nowa sztuka związana z Czarnobylem i  tzw. człowiekiem socjalizmu. Od marca będzie lecieć „Bodo”, w którym brałem udział w dwóch scenach, a od września „Komisja morderstw”, gdzie też będę w paru scenach. No i powinniśmy zakończyć zdjęcia do „Aski”, więc pewnie premiera będzie dopiero w 2017 r. Oby się udało!

LAiK:

Bardzo dziękuje za rozmowę.

Piotr Frankowski:

Dziękuję Stowarzyszeniu Legnica Aktywni i Kreatywni .

 

Autor:

Aleksandra Ziomko

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.