Blues to ciężki kawałek chleba. Wywiad z Kasą Chorych.

Kasa Chorych, legenda polskiego bluesa, gościła w Legnicy na inauguracji nowego sezonu Witelon Music Night. Koncert odbył się w ramach trasy koncertowej z okazji 40- lecia zespołu. Na imprezie w luźnej atmosferze murów Domu Studenta, fani bluesa mieli rozkoszny muzycznie wtorek.

Doświadczeni artyści nie wyobrażają sobie życia bez muzyki, koncertowania, kontaktu z publiką. Specjalnie dla Legnica Aktywnie i Kreatywnie jubilaci udzielili wywiadu, który nabrał charakteru bardzo przyjemnej rozmowy o polskiej muzyce. Zapraszamy.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Niedawno ukazała się wasza nowa płyta, która podbiła serca miłośników bluesa, zdobywając nawet tytuł najlepszej płyty bluesowej roku. Co o niej powiecie? Kiedy będzie następna?

Tak się złożyło. Jesteśmy bardzo szczęśliwi z sukcesu naszej ostatniej płyty, która ukazała się po dziesięcioletniej przerwie wydawniczej i spodobała się fanom. Bardzo nas sto zaskoczyło! W kwietniu graliśmy na gali blues i odebraliśmy tą nagrodę po wielu latach nieistnienia na rynku fonograficznym.

To jest motywacja na kolejną płytę…

Nie wiemy jeszcze kiedy będzie następny krążek, nie chcę obiecywać, bo ostatnim razem obiecywałem wydanie przez cztery lata… Z cała pewnością niedługo wyjdzie płyta DVD i CD z jubileuszowego koncertu z filharmonii, który był dla nas wyjątkowo ważny.

Przez 40 lat na polskiej scenie bluesowej mieliście okazje współpracować z najwybitniejszymi muzykami m.in. Ryszardem Riedlem. Na najnowszej płycie też są niespodzianki…

Tak pracowaliśmy i pracujemy do dziś z wieloma muzykami w różnych projektach. Kiedyś koncertowaliśmy z Ryśkiem, a dziś na najnowszej płycie gościnnie wystąpił Sebastian Riedel, syn Ryśka.

Z perspektywy waszego doświadczenia, jakie rady dalibyście młodym zespołom?

Przede wszystkim nie można się poddawać, bo to jest trudny rynek. Dziwimy się, że są cięgle nowe zespoły, którym się chce grać i pakują się to w co my kiedyś się pakowaliśmy. Jednak sami sobie tak wybraliśmy. W sumie jest to fajne, nie potrafimy żyć bez muzyki, lecz jest to ciężki kawałek chleba. Ważne aby znaleźli sobie również jakieś inne zajęcie w życiu.

Czyli ciężko wyżyć z bluesa w Polsce?

Ciężko. Znamy sporo młodych zespołów i jesteśmy ciekawi jak one wytrzymują… Jeżdżą, grają, a stawiki są bardzo niskie, o ile w ogóle jakieś są.

To niestety prawda…

Widzisz, a trzeba z czegoś żyć. Dodatkowo kapela to duże inwestycje: muzycy muszą mieć swój sprzęt, jakoś dojechać, posiadać jakąś sale do grania prób, to wszystko sporo kosztuje. Inwestujecie w siebie przez wiele lat nie dostając za to w zamian praktycznie nic. Muszą mieć dużo samozaparcia.

A czy wy mieliście chwile zwątpienia?

Wiesz były takie chwile. Choć ja już w liceum wiedziałem co chcę robić- tłumaczy muzyk. Koledzy wybierali jakiś kierunki na studia, myśleli nad tym, co będą robić w życiu. Ja wiedziałem, muszę grać bluesa i nie do dziś nie widzę innej opcji w życiu. Tak zostało do dziś. Jednak skład zespołu przez czterdzieści lat ulegał zmianie.

(Nagle, dwie młode dziewczyny, czekające na rozmowę z zespołem na kanapach z drugiej strony sali wyszły, widząc, że zespół jest zajęty wywiadem)

O właśnie chyba dziewczyny uciekają…

No widzisz, taki zespół (śmiech)

(było dużo śmiechu, zespół okazał się ekipą naprawdę miłych i swobodnych ludzi z dużym poczuciem humoru)

No ale są wierne, młode fanki czekające na rozmowę z wami…

Akurat są wysłane ze szkoły, mają projekt do zrealizowania, w tym zrobienie wywiadu

Czyli nie są to wiernie czkające fanki…

Nie, niestety nie… (śmiech)

Właśnie, jak jest z publiką na waszych koncertach przy 40- letnim stażu?

Jest różnie, od dziadków do wnuczków. Fajnie, że jest takie nowe pokolenie: studenci licealiści, którzy lubią i czują taką muzykę, a nie tylko to co proponuje radio… Nie są tacy plastikowi.

Czasami jako Stowarzyszenie robimy takie alternatywne koncerty, na które przychodzą także młodzi ludzie. Jest pewna iskierka nadziei.

Jest z pewnością. Uważam, że rynek muzyczny zepsuły troszeczkę darmowe festyny, które powstały w latach ’90. Ludzie nauczyli się, że sztuka jest za darmo, a tak nie jest. Czasami trzeba kupić ten bilet. Przychodzisz na koncert i dostajesz to co oczekujesz, co zamówiłeś.

A jak Wy się czujecie na festynach, bo na takich chyba też czasem grywacie.

Gramy, niestety rzadko, bo z jednej strony są z tego są dobre pieniądze, a z drugiej na taki festyn przychodzi jakiś 500 osób, z czego 20 naprawdę na Kasę Chorych. Gram z wieloma zespołami i obskoczyłem już dużo takich imprez. Zawsze to samo.

Czyli gracie tam bardziej z kwestii zarobkowych niż dla sztuki, w porównaniu do koncertów zamkniętych?

Nie do końca tak jest. Zawsze staramy się dać z siebie wszystko, nawet jak jest jedna osoba pod sceną, która nas faktycznie słucha, to dla niej warto grać, bo reszta chodzi z watą cukrową i piwem. Jednak często jest tak, że podchodzi do nas ktoś na takim festynie i mówi: nie słyszałem Was trzydzieści lat, jak fajnie, że gracie. Wtedy jest bardzo miło i impreza dobrze się kończy.

Zauważyłem, że dużą polarnością cieszy się amerykański czarny blues, który gromadzi w Polsce na koncertach liczną widownie, nawet tych nie mając z bluesem na co dzień zbyt wiele wspólnego.

Masz racje. Tak jest od dawna i nic się nie zmieniło. Czarnoskórzy bluesmani są niezwykle popularni na polskiej scenie, o czy świadczy publika i pozytywne nastawienie organizatorów do tworzenia takich koncertów bluesowych. Niezależnie nawet od tego, na ile muzyk czy zespól jest znany.

A sporo koncertów gracie w tym roku?

Około 50- 60. Bywały lepsze lata, kiedy graliśmy ponad 100.

Chcielibyście coś przekazać swoim fanom?

Tak, zapraszamy koncerty, bawcie się dobrze, wtedy jest naprawdę fajnie. Żyjcie zdrowo! W Legnicy gramy dość rzadko, szkoda. Jesteśmy tu od wczoraj, trochę pochodziliśmy i pozwiedzaliśmy. Macie naprawdę piękne miasto, jest tu wiele do zobaczenia.
Dziękuje za wywiad, udanego koncertu 🙂
Również dziękujemy 🙂
Rozmawiał: Dawid Stefanik
Zdjęcia: Oskar Wawrzynowicz i Dawid Stefanik

2 Komentarze

  1. Witam, ‚młodszy kolego po studiach’! 🙂
    Dla sprostowania… Nie czekałyśmy na wywiad, bo przeprowadziłyśmy go przed Tobą, ustąpiłyśmy Ci przecież miejsca na kanapie, gdzie siedziałyśmy przy stoliku z zespołem.
    Nie robimy projektu, tylko jesteśmy praktykantkami.
    Nie ‚czkałyśmy’ wiernie, nawet nie musiałyśmy. Raczej to zespół stał się naszymi fanami, niż my ich.
    Następnym razem pisz o nas konkretniej i nie zasłaniaj mi kamery, kiedy nagrywam. Pozdrawiam, młodszy kolego po studiach 😉

  2. To co napisałem wynika z tego co mówili podczas rozmowy, którą nagrałem. W nawiasie jest opis, który wywnioskowałem z kontekstu (dlatego jest to autorska wstawka). Możecie wyjaśnić szczegóły- to sprostuje. Pozdrawiam, młodszy kolega 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.