Strefa Niezależna- „(…) poezja stała się moim tlenem”

     Co  było przyczyną, że Wiktor Buchelt zaczął pisać poezję, oraz jak to wpłynęło na jego życie? Autor sam udziela nam odpowiedzi:
„Zacząłem pisać ponad 4 lata temu by zaimponować pewnej dziewczynie, jak się okazało romantyczny sposób przerósł samego twórcę. Poezja stała się pasją, dzięki której mogę wyrażać siebie i przedstawiać problemy otaczającego nas świata. Cały czas wyrabiam własny styl i mam nadzieję, że będę mógł połączyć swoją przyszłość z poezją. Aktualnie kumuluję utwory, myśląc nad wydaniem własnego tomu.”
Poeta ma również swojego bloga, gdzie umieszcza swoje prace- link.
„Nie jest dobrze”

Nie jest dobrze
Gdy przecinasz mnie
Swym ostrym nożem
Po cienkiej nitce
Mych zmysłów

I nigdy nie będzie
Bo czymże byś była
Gdybyś się opamiętała
I zgasła

Jestem płynącą wodą
Konserwatywnego nurtu
Zmiennego w kształcie
Toleruję to co sam wymyślę
I tylko to

A ty płoniesz jasno
I tknąć mnie możesz
Delikatnie na sekundę
By nie zgasnąć
A potem musisz wracać
Trawić siebie i innych

 

 

„Nigdy nie przyślą kuriera”

Nigdy nie przyślą kuriera
I nie wręczą zawiadomienia
By wstawić się do 54
I pobrać trochę nieszczęść

Nie zaprosi do tańca
Licho w podartej kamizelce
Tylko porwie brutalnie
I zamęczy do cna

Życie to parapet
Przy otwartym oknie
Na którym niebezpiecznie
Balansują najcenniejsze rzeczy

I nie łam się gdy zawieje
Parszywy orkan Ksawery
Strąci na ziemię kryształowy wazon
Który tak ślicznie stał

Poskładamy go w całość
Choćbym miał się poranić
Uporczywie penetrującymi odłamkami
Postawi się go z powrotem

Nie potrzebne jest zmartwienie
Ani bicie ściany o trzeciej w nocy
I łzy które nie otrują pecha
Po prostu czasem wpadnie wiatr
przez to okienko

 

 

 

„Start”

To nasz morderczy bieg
Spychanie konkurentów
Wyrywanie zębów
Wbijanie sztyletów

To nasze małe piekło
Wyścig o pozycję
W morderczym tempie
Gubione człowieczeństwo

To nacisk społeczny
Prawo dżungli
Kres moralności
Śmierć z wykończenia

To krew rozlana
Potrzebujących bliźnich
Którzy nie nadążyli
I zostali zdeptani

„Zmiany”
   Kwitnie to co umarło,
I umiera to co przekwitło.
Melancholik stracił głos i nie płacze.
Tak już jest że wszystko przejdzie.

Powoli równamy kurs statków,
Które się bały morskich potworów.
Skończyła mi się nawet cebula,
Którą rzucałem w przemądrzałego kota.

Szumi gdzieś wesołe nucenie gitary,
Skrzata chichot niesie się jak wiatr ciepły.
Włóczykij śpiewa o swych podróżach.
A syreny już nie dają mi łez w słoikach.

Teraz to wszystko stoi na parapecie,
I nie zanosi się na prądy porywiste,
Niebezpieczne i pełne grozy.
Teraz mogę dyndać nogami do nocy.

„…”
Jestem galopem niewyczerpanej energii,
Pędzącym na rzece czarnego złota.
Czysta nienawiść, bezsens, adrenalina.
Dobry przyjaciel łaknącej śmierci.

To ja stoję za bagnetem w synowskiej krtani,
Masowymi zagładami obywateli państw.
Pozbawieniem sumienia władzy i jego kłamstw.
To ja czaje się na twój dech ostatni.

Strach, szaleństwo, wisielcy wzdłóż Krzywoustego.
Głowice nuklearne błyszczące łysiną na słońcu.
Rozkład ciał leżących na gnoju,
Opiekun paranoi, ojciec niczego.

Ukryty w każdym ludzkim mózgu,
Ja małym ziarnem nienawiści, trucizną moralności.
Twoją zgubą ukochany, drogą ku potępieniu,
Która kusi słodkim smakiem tętniczej krwi.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.