Wywiad z zespołem Vavamuffin, z którym rozmawialiśmy o celach twórcy, popularności artysty i drodze od ganiania w piwnicy do sławy.

Reprezentuję stowarzyszenie, które promuje młodych artystów. Jakieś rady dla młodych kapel, które zaczynają karierę? Jak mogą się przebić na wielką scenę?

Vavamuffin:: Jakieś 5-6 lat temu udzieliłbym Ci dosyć łatwej odpowiedzi, teraz natomiast wszystko się pozmieniało. Uważam, że taką najbardziej naturalną drogą, jest ta droga „od piwnicy na duże sceny”. To znaczy: najpierw grasz w piwnicy, później grasz koncert dla przyjaciół, później grasz koncert większy w swoim mieście, potem zaczynasz jeździć gdzieś po Polsce. Prawdę mówiąc, zawsze zaczynasz za darmo. Przez parę lat ja tak jeździłem, po to, żeby ktoś się dowiedział, że w ogóle gram taką muzykę. I ten proces wydawał mi się taką naturalną drogą rozwoju. Jeśli będziesz dobry, jeśli ludziom będzie się to podobać, to w końcu ktoś zapłaci za bilet, w końcu pojedziesz na duży festiwal, może weźmiesz udział  w różnych konkursach. Sami startowaliśmy w jednym i wygraliśmy. To było 13 lat temu. To na pewno trochę pomogło, gdy musieliśmy zaprezentować się przed dużą publicznością. Obecnie sytuacja jest taka, że wszystko skasowały te programy telewizyjne, które gdzieś tam mają wynajdywać te młode talenty. Prawda jest taka, że one bardzo rzadko wynajdują talenty, ale i tak zarabiają organizatorzy. To nie chodzi o cały show biznes, bo mamy takich artystów – zaczynając od Ani Dąbrowskiej, a skończywszy na Monice Brodce. To są ludzie, którzy wygrali, ale ja myślę, że oni świetnie poradziliby sobie bez tych programów. Są oni na tyle zdolni i utalentowani, że naprawdę pokazali, na co ich stać i nadal pokazują. Jednak wielu młodych w takich programach ginie. Są jakieś dziwne kontrakty, że musisz wydać w wytwórni płytę, ale oni piszą za ciebie muzykę. O takim przypadku opowiadała kiedyś Brodka, że pierwsza płyta, którą wydała po zwycięstwie, to właściwie nie była jej płyta, tylko płyta wytwórni. To jest trochę bez sensu, szczególnie jeżeli ktoś jest tak twórczy i kreatywny jak Monika. Uważam, że powinno się iść, taką starą, naturalną drogą. Być może jestem już stary i może nie kumam tego, że trzeba iść do telewizji i się pokazać.

vava

Tak, cofnijmy się kilka lat wstecz, do tych właśnie darmowych koncertów… Wiele osób uważa, że to zabija muzykę, bo artyści nie mają na salki, nie mają na struny i taki żywot jest trochę trudny.

Vavamuffin: Wiesz… Zawsze jest lepiej wziąć chociaż te 300 zł na zespół, niż nie brać nic. To właśnie też uczy ludzi płacić za sztukę. Jakbyśmy jechali w dziesięć osób gdzieś tam, i dostalibyśmy te tysiąc złotych, to nawet by nam nie pokrywało kosztów podróży. Żeby to nie zabrzmiało idiotycznie, my lubimy to co robimy i od początku lubiliśmy.

A były w tym wszystkim chwile zwątpienia wtedy, gdy jeszcze graliście „za darmo”?

Vavamuffin: Powiem ci tak.. mieliśmy kupę szczęścia, jeszcze przed wydaniem pierwszej płyty, gdy graliśmy koncert w Katowicach i okazało się, że przyszło tam 500 osób, co dla nas było dosyć szokujące. Prawdę mówiąc, takie reggae, jak my gramy ,nikt w Polsce wcześniej nie grał. Teraz już jest dużo takich zespołów, ale mieliśmy „szczęście bycia pierwszymi” spośród tych grających  powolne, smutne reggae jak to się wcześniej u nas grało, tylko, że jesteśmy do przodu z szybkimi nawijkami. Dużo ludzi ze środowiska hip-hopowego zainteresowało się tą muzyką. Mieliśmy dużo szczęścia. Ja wtedy miałem 25 lat, także nie byłem jakimś dzieciakiem, który pierwszy raz jest na scenie. Pierwszy zespół założyłem jak miałem lat 15, więc przez te 10 lat robiło się różne rzeczy, mniej lub bardziej profesjonalne, zanim to gdzieś tam wybuchło. Ale bywa też tak w życiu, że nigdy nie wybucha, bo nie masz wystarczająco talentu, bo nie masz szczęścia, bo coś się nie ułożyło. No niestety, sztuka nie jest sprawiedliwa. Oczywiście, trzeba ciężko pracować, ale może być tak, że będziesz ciężko pracować, a może się nie udać – tak to już jest. Ja nie lubię też takich dużych słów, jak: „sztuka”, „artysta”. Uważam, że jestem grajkiem, który stara się dawać radość ludziom, jak przedwojenni grajkowie uliczni. Ja to tak widzę – wychodzę i daję ludziom, którzy zapłacili za bilety półtorej godziny, czy dwie godziny przyjemności.

Czyli w jakimś sensie, jest to twoja misja?

Vavamuffin: Tak, od zawsze muzyka była po to, aby ci ciężko pracujący ludzie mogli się jakoś oderwać, odpocząć. Ja sam tego oczekuję od muzyki. Oczywiście, jeden odpoczywa przy Bachu, drugi przy reggae,  a trzeci przy awangardowym jazzie, a jeszcze piąty przy disco polo (niestety). Tego podziału się nie wyklucza. Nasz cel też chyba widać na scenie, kiedy wypruwamy się do końca, staramy się grać koncert, tak mocno jak się tego dnia da -bo wiadomo, że człowiek różnie się czuje, czasami jest słabszy. Akurat dzisiaj całą noc jechaliśmy tutaj, żeby zagrać próby, więc jesteśmy trochę zmęczeni. Ja zszedłem ze sceny, jak z mroczkami na oczach – to znaczy, że było dobrze!

Jesteśmy bardzo ciekawi, jaki to jest w kontaktach z publicznością po koncertach?

Vavamuffin: Jest bardzo różnie. Są dwie szkoły: jedna jest taka, żeby  odgradzać się i próbować kreować jakiś wizerunek. Mnie to zawsze śmieszyło. Naprawdę. Mimo to, rozumiem dlaczego niektórzy tak robią.

Dlaczego tak robią?

Vavamuffin:: Bo sława jest czasem męcząca. Ja się przyjaźnię np. z Muńkiem, który jest znacznie bardziej popularny ode mnie i widzę, że jest to dla niego po prostu kłopot. Krępuje go fakt że nie może normalnie przejść po ulicy. My uważamy, że jesteśmy taką samą załogą, która przychodzi na koncerty, tylko, że my gramy te koncerty, ale w życiu nie uważamy, że jesteśmy lepsi od naszych widzów i staramy się zawsze z nimi pogadać. Oczywiście, że po dwugodzinnym koncercie człowiek musi mieć te 20 minut przerwy dla siebie, żeby odpocząć, ale potem zawsze jesteśmy dostępni.

Czyli rozumiem, że po koncercie zawsze wychodzicie do ludzi, jakiegoś piwka się napijecie?

Vavamuffin:: Tak, jest to dla mnie bardzo ważne, bo przez to bardzo dużo dowiaduję się np. o Polsce. Wiesz.. Warszawa, to nie Polska, a ja mieszkam w Warszawie i wielu ludziom wydaje się, że tak wygląda cała Polska. Trzeba pojechać do Nakła, do Legnicy, do Gorzowa ect. Często też do małych miejscowości, aby zobaczyć sobie jak ta Polska wygląda i żeby nie żyć w takiej szklanej bańce, jaką jest Warszawa. Ja sobie bardzo to chwale i dzięki temu też przyjaźnie jakieś większe lub mniejsze się zawiera. Nie ma już miasta w Polsce, do którego moglibyśmy pojechać i nie miałbym, gdzie przenocować. Zawsze jest sympatycznie.

U kogo w Legnicy nocujesz?

Vavamuffin: Akurat w Legnicy dawno nie byliśmy. Ja nie, ale drugi wokalista ma tu jakiś zapoznanych ludzi. Ostatnio, jak byliśmy, jakoś… nie wiem z 6-7 lat temu zapoznał jakąś ekipę i myślę, że gdzieś tam by się nam udało.

Dawid Stefanik

1 Trackback / Pingback

  1. Dni Legnicy - kto zagra? - Laik art | Laik art

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*